Dzisiaj temat typowo ekonomiczny, w związku z czym musiałem sięgnąć po fachową literaturę i poczytać różnych opinii ekspertów, gdyż moja wiedza w tym względzie jest minimalistyczna. W każdym razie kilka dni temu mogliśmy się przekonać jak nasz "Król Słońce" samozwańczy ultra-liberał premier Tusk ogłosił, że Polska planuje przystąpić do strefy Euro już w 2011 roku!
Czy rzeczywiście wspólna waluta otworzy nam bramy do ekonomicznego raju?
Czy polscy przedsiębiorcy będą mieli identyczne warunki do konkurowania z przedsiębiorcami z innych państw Wspólnoty Europejskiej?
Czy my, zwykli ludzie, nie ucierpimy w wyniku zastąpienia przez euro naszej złotówki?
Cóż, szczerze mówiąc, nie można jednoznacznie ocenić skutków, jakie są przewidywane przy okazji wprowadzenia wspólnej waluty.
Jako euro-sceptyk jestem przeciwny wspólnej walucie. Trzeba zrozumieć, że w Polsce obecnie mamy do czynienia z następującym mitem, który zaserował nam dobrotliwie panujący premier Tusk:
"Wejście do strefy euro uczyni z nas bogaczy, gdyż ułatwi to obrót kapitałem, gdyż nie będziemy tracić tych kilku nieszczęsnych procent w trakcie wyjazdów zagranicznych, bla, bla, bla ..."
To wszystko pięknie wygląda, zwłaszcza jeśli "obramuje się" taką wypowiedź kilka wzniosłymi i patetycznymi stwierdzeniami, których i tak ponad 80 % Polaków nie zrozumie. No, ale najważniejsze, żeby PR-owo poskutkowało.
W każdym bądź razie, w rzeczywistości zastąpienie złotego prze euro może przysporzyć nam wiele kłopotu, a właściwie to kłopotów. Jakich? Proszę bardzo:
+ ograniczenie suwerenności państwowej (jesteśmy ekonomicznie zależni od euro-socjałów rządzących w Brukseli).
+ ograniczenie konkurencyjności z państwami spoza UE (wiąże się to z następującymi zjawiskiem, kryzys euro-waluty w jednym państiwe, oznacza kryzys we wszystkich).
+ gospodarki o "mocnych walutach" tracą na wejściu do strefy Euro (spowolnienie wzrostu PKB etc.)
+ podwyżki cen żywności (w Niemczech po wprowadzeniu euro ceny skoczyły nawet o 1/3, dzika kapitalizacja, maks. zysków przez nieuczciwych przedsiębiorców).
+ droższe kredyty!
+ cała procedura, która pozwoliłaby dostosować nasz system prawno-instytucjonalny do wprowadzenia euro.
+ liczne wymogi, z którymi wiąże się możliwość ubiegania się o euro (m.in. deficyt budżetowy mniejszy niż 3 proc. PKB, czy dług publiczny mniejszy niż 60 proc. PKB)
TAK NIE MOŻE BYĆ! Niestety, wiele krajów UE, które zdecydowały się wprowadzić euro już tego żałuje, a obywatele w sondażach są wyraźnie niechętni tej walucie.
Owszem, należy podkreślić, że istnieją także plusy wprowadzenia wspólnej waluty, ale one w żadnym wypadku nie zrównoważą tego co tworzą minusy. Marża nawet najbardziej złodziejskiego banku nie wynosi więcej niż 2 % przy wymianie waluty. Musimy być odporni na propangadę rządową!
Jeszcze jedną rzecz należy podkreślić, prawdziwy liberał jest nie tylko za tym, żeby utrzymać waluty narodowe, ale także, żeby umożliwić bankom prywatnym tworzenie (emisję) własnych walut, które będą konkurencją dla waluty narodowej. Tajwan ma bodajże 7.